11 września 2015

Rozdział II

      Niewymowni słyszą
      Myślcie sobie co chcecie jednak wakacje nie znajdowały się wysoko na liście najprzyjemniejszych rzeczy w życiu Ariany. Mówiąc ściślej nie znajdowały się tam wcale. Pewnie uznacie to za dziwne zjawisko. Szesnastoletnia dziewczyna nie lubi wakacji ? - zapytacie. Wyjaśnię wam w skrócie o co chodzi. Gdybyście co roku podczas wakacji musieli siedzieć "sami" w budynku Ministerstwa Magii wśród pracowników, którzy nie mają czasu zamienić z tobą nawet słowa to też byście nie przepadali za tym okresem.
      W tej chwili Ariana siedziała w gabinecie ojca gdzie spędzała większość wakacji i czytała książkę. Pokój ten był bardzo przytulny. Brązowa tapeta, głębokie fotele oraz ogromny puszysty dywan sprawiały wrażenie wyjętych z jakiegoś filmu. 
      Cztery pełne półki z księgami dotyczącymi magii żywiołów zdobytych z osobistych zbiorów Ministerstwa Magii, sprawiały wrażenie równie starych co budynek Ministerstwa. Na przeciwko drzwi stało ogromne drewniane biurko usłane różnego rodzaju dokumentami, raportami oraz starymi tomami.
      Książka, którą dziewczyna trzymała w rękach była w beżowym kolorze, a napis na niej głosił : MOC ŻYWIOŁÓW. MAGIA NATURALNA DLA ZAAWANSOWANYCH - Scott Cunningham. Ariana patrzała na nią z irytacją malującą się na twarzy. Przewróciła powoli kartkę jakby obawiając się co tam znajdzie i po przeczytaniu pierwszego zdania jej wyraz twarzy zmienił się ze zdziwionego w (lekko mówiąc) wściekły.
      Poderwała się ze złością na nogi i rzuciła książkę w stronę sufitu. Niczym pantera schyliła się szybko i z nogawki czarnych spodni wyjęła sztylet i rzuciła nim celnie w sam środek książki przyszpilając ją do sufitu. Opadła znowu na miękki fotel jakby to co przed chwilą zrobiła było najnormalniejszą rzeczą pod słońcem i napiła się herbaty.
 - Merlinie widzisz i nie grzmocisz... Czego ci mugole nie wymyślą - mruknęła pod nosem, odkładając na bok kubek, na którym pochyłym pismem napisano : Wróżbiarstwo jest jak dobra impreza! Nikt nie ogarnia ....
      Wstała i odeszła na środek pokoju gdzie było dosyć miejsca na ćwiczenie. Odwróciła się twarzą do drzwi, nad którymi wisiała tarcza z przyczepionymi do niej dwoma czarnymi sztyletami w samym środku koła, praktycznie nachodząc na siebie. Teraz zapewne uznacie, że jest niestabilna umysłowo. No cóż ... spodziewałam się tego. Ale uspokoję was. Wszystko z nią w porządku .... No może oprócz tego, że jej hobby to zabawa nożami i latanie do góry nogami na miotle.
      Poprawiła swoje ciemnobrązowe proste włosy, przerzucając je na jedno ramię, aby nie zawadzały. Prawą rękę wyciągnęła przed siebie w stronę jednego ze sztyletów. Accio sztylet - powiedziała w myślach na co nóż tkwiący w tarczy poruszył się lekko, lecz nie poleciał w stronę Ariany. Westchnęła i w skupieniu ściągając brwi powtórzyła w myślach : Accio sztylet. Znowu przedmiot poruszył się lekko, lecz złośliwie nie poleciał w stronę swojej właścicielki, która wkurzona wyciągnęła obydwie ręce w stronę tarczy i spojrzała z uporem na dwa ostrza. Accio noże -krzyknęła w myślach.
      Zwinnie złapała dwa noże lecące w jej stronę z zawrotną prędkością, gdy ku swojemu zdumieniu usłyszała cichy świst powietrza za sobą. Instynktownie zrobiła unik, uskakując w bok. W miejscu gdzie przed chwilą była jej głowa tkwił jeden z trzech sztyletów. Zapytacie : trzech ? Ta ... ,a co trzymało książkę ? Po pokoju rozległ się odgłos uderzenia o ziemie.
 - WY CHCECIE MNIE ZABIĆ !!!- krzyknęła na sztylety.
Niestety nie odpowiedziały jej i chociaż ta kłótnia mogłaby być ciekawa to jednak pomyślcie. Kłótnia między sztyletami, a czarodziejką. Nie, nie, nie.... To nie zakończyłoby się dobrze.
Mrucząc pod nosem zebrała broń i usiadła wygodnie w fotelu. Podniosła z ziemi czarny plecak i wyjęła z niego oliwkę do noży i zaczęła smarować ostrza.
      Po jakimś czasie uzyskawszy pożądany efekt, odłożyła broń na stolik i wstała powoli z fotela. Spojrzała na zegarek stojący na biurku. Wskazywał godzinę 12:58. Jeszcze dwie godziny - jęknęła w myślach.
      Wzięła do ręki jeden ze sztyletów i rzuciła nim w sam środek tarczy nad drzwiami, a następnie sięgnęła ręką do kostki gdzie przymocowana była uprząż na broń. Ścieśniła ją i włożyła do niej jedno ostrze, które schowało się w spodniach. Wzięła do ręki drugą z broni i podniosła koszulkę ukazując pasek z dwoma mocowaniami  Włożyła tam drugi sztylet i klęknęła przy plecaku szukając uprzęży na trzeci nóż. 
      Po chwili grzebania i wyciągania po kolei różnych rzeczy jakie można znaleźć w torebce kobiety westchnęła z irytacją i wstała otrzepując się z niewidocznego kurzu. Jej wzrok powędrował w stronę różdżki leżącej na biurku ojca. Wzięła ją do ręki i przyczepiła do uprzęży na talii obok noża.
      Podeszła do biurka i wzięła do ręki pióro oraz pergamin. Naskrobała na nim to co zwykle czyli : ''Idę na zwiady'', i ruszyła w stronę drzwi. Złapała za klamkę i spojrzała jeszcze tęsknie w górę na trzecie ostrze wbite w środek tarczy. 
      Otworzyła drzwi i wyszła na pusty korytarz. Zwykle o tej godzinie aurorzy są na misjach lub w pokoju spotkań gdzie ustalali wspólnie plany. 
      Nie, nie umawiają się tam na żadne randki !!! O czym wy myślicie ?! Nawet nie próbujcie wciskać mi kitu, że wy o tym nie myśleliście.... Chodziło mi o to, że omawiają plan akcji, jak kogoś aresztować i inne tego rodzaju rzeczy.
      Ariana obróciła się w lewą stronę i ruszyła szybko długim korytarzem w stronę wyjścia. Po drodze nie spotkała nikogo, no w każdym razie, aż do drzwi prowadzących na korytarz drugiego piętra Ministerstwa Magii. 
      "Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów" - tak głosił napis nad wejściem do windy, z której wyszło trzech czarodziejów tak zajętych rozmową, że nie zauważyli Ariany. 
 - Ależ Beniaminie - mówił najwyższy z nich - nie możemy tak tego zgłosić. Najpierw potrzebujemy od ciebie raportu. Czy byli tam jacyś świadkowie ?
 - Oczywiście ! - wykrzyknął łysiejący facet w fioletowej szacie, grzebiąc jedną ręką w czarnej torbie.   
 - Tu to mam. Relacje świadków i samej poszkodowanej. Dalej leży w Mungu od kiedy ten naszyjnik prawie ją udusił - dodał smutnym głosem wyciągając rękę pełną papierów w stronę rudowłosego czarodzieja - Mam nadzieje, że szybko prześlesz to do aurorów Arturze, bo nie wiem do czego to może jeszcze dojść.
 - Widzę, że to poważna sprawa, ale najpierw muszę dostać raport oraz akta sprzedawcy. Przynieś mi to do mojego biura i ... - mówił dalej pierwszy z nich wręczając dokumenty małomównemu koledze i znikając wraz z nimi w podwójnych drzwiach. Napis na nich głosił : Biuro Wykrywania i Konfiskaty Fałszywych Zaklęć Obronnych i Środków Obrony Osobistej.
      Ariana spojrzała z nadzieją w stronę windy, lecz jej drzwi zamknęły się gdy wypuściła czarodziejów i pojechała dalej. Dziewczyna westchnęła z rezygnacją i podeszła nacisnąć przycisk wzywający windę. Jednak nim jej palec dotknął złotej tabliczki krata drugiej windy rozsunęła się z hukiem. Wypadło z niej pięć osób lądując pod stopami Ariany. 
Dziewczyna podniosła z politowaniem brwi i założyła ręce na piersi.
 - Aż tak za mną tęsknicie ? - zapytała z błyskiem rozbawienia w oczach.
      Pierwszą osobą, która otrząsnęła się z szoku po bliższym spotkaniu z podłogą był przystojny czarnowłosy chłopak. Podniósł się szybko z ziemi i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny z ognistoczerwonymi włosami. Pomógł jej wstać i podszedł do małej dziewczynki również z zamiarem pomocy. Spojrzała na niego z olśniewającym uśmiechem i pozwoliła się podnieść.
      W tym samym czasie dwóch innych chłopaków zebrało swoje cztery litery z ziemi i stanęli wyprostowani obok siebie. Stali tak przez chwile i w tym samym momencie spojrzeli na siebie z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Rzucili się w stronę Ariany, która czując co się święci sięgnęła ręką do paska wydobywając sztylet i celując nim w dwóch chłopaków. Zamarli w półkroku i z oburzeniem wymalowanym na twarzach spojrzeli na dziewczynę. Przewróciła oczami i westchnęła głośno.
 - Ty Justin - powiedziała wskazując sztyletem na chłopaka z ciemnymi włosami i prawie czarnymi oczami - Odłóż tą farbę.
 - Ale ja nie ... - zaczął, lecz Ariana mu przerwała szybko.
 - Masz niebieską plamę na koszuli. 
      Chłopak zaklął cicho i sięgnął powoli do kieszeni wyjmując z niej niebieską tubkę. Spojrzał wyczekująco w stronę dziewczyny, lecz ta patrzała w niebieskie oczy drugiego chłopaka, najwyraźniej na coś czekając. Justin westchnął przeciągle i przeciągnął ręką po krótkich włosach.
 - Posłuchaj. Może jednak zmienisz zdanie.
 - Taa. Jasne. Na pewno dam się oblać farbą. I to w dodatku w Departamencie Przestrzegania Prawa - odpowiedziała podkreślając dwa ostatnie słowa i przewracając oczami.
      Na te słowa Justin mrugnął porozumiewawczo do drugiego chłopaka i szybko odkręcił zakrętkę farby i rzucił nią w jego kierunku. Wyrzucił ręce przed siebie, wywołując silny podmuch wiatru, który wyrwał Arianie nóż z ręki. Spojrzała na niego wzrokiem bazyliszka. W tym samym czasie kolega Justin'a złapał tubkę z farbą i położył na lewej ręce, a drugą kreślił w powietrzu dziwne zawijasy. 
      Niebieska farba powoli zaczęła wylatywać z opakowania i oplotła się wokół ręki, którą machał. Gdy cała farba wypłynęła z tubki chłopak rzucił opakowanie w stronę czerwonowłosej dziewczyny, która zręcznie je łapiąc cicho powiedziała :
 - Myślałam, że zmądrzałeś Cameron. Przecież i tak z nią przegracie. Tak jak zwykle.
      Ariana spojrzała w jego stronę i uśmiechnęła się tajemniczo. Stanęła w swobodnej pozie i patrzała to na Justin'a to na Cameron'a. Nagle zaśmiała się i skoczyła w kierunku Justin'a podcinając mu nogi. Jęknął i spojrzał ze zdumieniem na przyjaciółkę, która już była dwa metry od Cameron'a. Podniosła dłoń do ust i udając, że przesyła mu buziaka zamroziła farbę, oplecioną wokół jego ręki. On również upadł na ziemię pod ciężarem zamrożonej wody.
      Widownia składająca się z ich przyjaciół zaczęła się śmiać z nich i klaskać w stronę Ariany, która ukłoniła się żartobliwie i wyciągnęła rękę w stronę Justin'a z zamiarem pomocy, który ujął ją i pociągnął w dół . Dziewczyna straciła równowagę i runęła na chłopaka. Wszyscy patrzeli na to z rozbawieniem. No cóż biorąc pod uwagę, że zachowywali się tak zawsze to nikogo to nie dziwiło.
      Justin wstał powoli z ziemi i dalej śmiejąc się wyciągnął rękę w stronę Ariany, która patrzała na niego z rozbawieniem w oczach. Przeniosła swoje spojrzenie na Cameron'a.
      Aktualnie tarzał się po ziemi i trzymając się za brzuch płakał ze śmiechu. Gdy udawało mu się przestać znowu jego wzrok wędrował do zamarzniętej farby, owiniętej wokół jego ręki i na nowo zaczynał się śmiać.
      Powoli podeszła do niego jasnowłosa dziewczynka i uśmiechając się pod nosem pomogła mu wyciągnąć rękę z tego "rękawa".
 - Dzięki Silver - powiedział do dziewczynki używając jej przezwiska, gdy z uwagą badała jego rękę pokaleczoną w kilku miejscach po zderzeniu z ostrą krawędzią lodu.
 - Nie ma sprawy - odpowiedziała wesoło i spojrzała w kierunku ognistowłosej dziewczyny.
 - Astrid podasz mi moją torbę ? - zapytała.
Dziewczyna rozejrzała się uważnie i już chwilę później trzymała w ręce czarną, materiałową torbę pooblepianą różnymi kolorowymi naklejkami. Położyła ją obok Silver i ponownie wycofała się pod ścianę obok czarnowłosego chłopaka gdzie po cichu zaczęli o czymś rozmawiać. Silver zajrzała do torby i chwilę później trzymała w ręce butelkę z wodą.
 - Silvia. Przecież to tylko draśnięcie - powiedziała Ariana zbliżając się do dziewczynki i Cameron'a.
 - Wiem, ale Goldstein mówiła, że mam korzystać z każdej okazji, żeby ćwiczyć swoją moc jak chce zostać uzdrowicielką - odpowiedziała spokojnie Silver i odkręciła butelkę podając ją Arianie.
 - Potrzymasz ? - zapytała na co Ariana skinęła głową.
      Dziewczynka podniosła ręce do góry i każąc Cameron'owi się nie ruszać zaczęła kreślić w powietrzu różne zawijasy. Woda wypłynęła z butelki i unosząc się w powietrzu podleciała do rąk Silver, zatoczyła nad nimi koło, a następnie owinęła się wokół ręki Cameron'a. Silvia przymknęła na chwile powieki, a następnie otworzyła je. Z jej tęczówek bił dziwny blask sprawiając, że jej zwykle szaroniebieskie oczy wydawały się srebrne i jakby świeciły. W tym samym momencie woda również zabarwiła się na srebrno i zaczęła dziwnie błyszczeć. Wszystko to wyglądało pięknie. Jakby woda zamieniła się w płynne światło. Po ok. dziesięciu sekundach bezruchu Silver (teraz wiecie skąd to przezwisko) zamrugała, a woda znowu straciła kolor tak jak jej oczy wracając do poprzedniej barwy. Zmarszczyła z wysiłku brwi i rozkazała wodzie wrócić do butelki dalej trzymanej przez Arianę.
      Cameron spojrzał na swoją rękę, na której nie widać było ani jednego zadrapania.
- Dzięki Siv - podziękował i uśmiechnął się do dziewczynki promiennie, na co ona zarumieniła się lekko i wstała otrzepując białą spódniczkę.
      Wyglądała bardzo słodko mimo 13 lat.  Dużo razy słyszała, że przypomina porcelanową lalkę z idealną fryzurą i uśmiechem aniołka. Tylko jej niebieskie dziwnie błyszczące oczy nie pasowały do tego wizerunku. Oczywiście nie mówię o chwilach, w których używała mocy, bo nigdy nie zdarzyło się, aby ujawniła ją nieznajomym, tak samo jak jej przyjaciele.
      Poprawiła różowy sweterek, otrzepała białą spódniczkę i podeszła do Astrid wyciągając rękę i czekając na zwrot torby. 
 - Dziękuje - powiedziała gdy odebrała swoją własność i oparła się o ścianę obok czarnowłosego chłopaka.
 - Dobra. A teraz tak na serio - powiedziała poważnie Ariana - Co tu robicie ? Diego znowu potrzebujesz wycisku ? - zapytała ze złośliwym uśmiechem patrząc na czarnowłosego chłopaka.
      Jego mina na te słowa ze spokojnej zmieniła się na wściekłą, a w jego czarnych do tej pory oczach pojawiły się czerwone iskry. Zacisnął dłonie w pięści i odepchnął się od ściany. Już miał iść w stronę Ariany, lecz powstrzymała go mała blada dłoń łapiąc go za czerwoną koszulę. Spojrzał w tą stronę już chcąc strącić rękę, lecz zobaczył wpatrujące się w niego niebieskie oczy Siv.
      Westchnął przeciągle i oparł się z powrotem o ścianę prychając pod nosem i patrząc spode łba na śmiejącą się Arianę.
 - Świetnie. Ona tylko próbowała mnie wyprowadzić z równowagi - warknął.
      Astrid zaśmiała się, po raz pierwszy od jakiegoś czasu dając znać o swojej obecności. Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem, gdyż jej śmiech był rzeczą rzadko spotykaną.
 - Na co się tak gapicie ? - warknęła czerwieniąc się lekko.
 - Czy ty się zarumieniłaś ? - zaczął się śmiać Cameron, który stał teraz obok Justin'a podpierając się na nim aby nie wywrócić się ze śmiechu.
- Jak Ci za chwilę przywalę to nie będzie Ci do śmiechu - odpowiedziała mu i podniosła lewą rękę 
zaciskając ją w pięść. W jednej sekundzie zajęła się niebieskim ogniem. Dziewczyna już miała podejść do chłopaka gdy ktoś zakrył jej palącą się dłoń własną ręką. 
      Spojrzała ze złością w oczy Diego, w którego tęczówkach widać było teraz czerwone iskierki. Wziął swoją rękę i włożył do kieszeni patrząc na wszystkich znowu czarnymi oczami.
 - Koniec kłótni jasne ? Obiecałem Goldstein, że doprowadzę was żywych do projektu -powiedział ze złością patrząc po wszystkich, a jego wzrok zatrzymał się na Arianie, która obecnie prezentowała mu swój język.
 - Chociaż ... - zaczął patrząc z nadzieją w stronę Astrid, lecz ta tylko pokręciła głową i złapała go za rękę ciągnąc w stronę wind.
      Westchnął ciężko i podążył za nią. Weszli do jednej z "kabin" razem z Silver i znając zwykły rytuał pojechali sami by nie zwracać uwagi, gdyby natknęli się na kogoś w Departamencie Tajemnic. Gdy krata zasunęła się za nimi Ariana odetchnęła z ulgą i przytuliła się do James'a i Cameron'a.
 - Tęskniłam za wami - powiedziała i odsunęła się z powrotem - A gdzie reszta ? - zapytała patrząc na James'a jakby to on był temu winien.
 - Co na mnie patrzysz ? - zapytał z oburzeniem na co Cameron wybuchnął śmiechem. 
 - Ja nic nie zrobiłem ... 
 - Tym razem - równocześnie dokończyli za niego Cameron i Ariana i śmiejąc się ruszyli w stronę windy, a za nimi poczłapał Justin z obrażoną miną.
      Weszli do niej i gdy Cameron wraz z Justin'em obserwowali czy nikt nie idzie (taki nerwowy odruch) Ariana dotknęła złotej tabliczki z napisem Departament Tajemnic. Krata zasunęła się z hukiem i winda zaczęła zjeżdżać szybko w dół, co jakiś czas skręcając.
      Chwile później winda otworzyła się ukazując długi, mroczny korytarz bez jakichkolwiek drzwi, czy okien, a kobiecy głos oznajmił : 
 - Departament Tajemnic
Ariana ruszyła pewnym krokiem przed siebie, a za nią niczym obstawa ruszyli chłopcy. Szli w milczeniu woląc nie zwracać na siebie uwagi Niewymownych* pracujących za ścianą.
      Pewnie zapytacie : Jak to za ścianą ? Otóż ten przeciętnie wyglądający korytarz skrywał sekret. Nie, nie. Nie mówię o tych ciemnych drzwiach na końcu korytarza. Chodzi raczej o te wszystkie drzwi poukrywane w jego ścianach. Każda cegła znajdująca się w tym korytarzu nie jest tu bez przyczyny. Niektóre uruchamiają pułapki, a inne otwierają ukryte drzwi, które prowadzą do różnego rodzaju laboratoriów, w których badają najbardziej tajne z dziedzin magii.
      Ariana jako jedyna spoza grona Niewymownych zna wszystkie pomieszczenia na pamięć i umie się odnaleźć nawet w pokoju znajdującym się za czarnymi drzwiami obok, których się zatrzymali.
Jednak zamiast otworzyć je Ariana machnęła ręką na chłopaków, którzy stanęli przodem do odległych, lecz dalej widocznych krat, wypatrując, czy ktoś nie nadchodzi.
      Dziewczyna natomiast kucnęła przy ścianie po lewej stronie od drzwi i przycisnęła do jednej z cegieł naszyjnik z zawieszką. Zaświeciła się jakby skanując naszyjnik i po chwili mur zaczął dziwnie falować jak tafla wody poruszona przez wiatr, aż w końcu zniknęła całkowicie ukazując białe drewniane drzwi ze srebrną tabliczką : 
Projekt - Magia Żywiołów; dyrektor naczelny : Janet Goldstein. 
      Ariana odetchnęła głośno i stuknęła chłopaków w ramiona oznajmiając tym, że można wchodzić.
 - No to wchodzimy - szepnęła i nacisnęła klamkę otwierając szeroko drzwi.
Naszyjnik Ariany 






















*Niewymowni - czarodzieje pracujący w Departamencie Tajemnic;
nie mogą nikomu zdradzać tego nad czym pracują.

Edit 1: 03.10.2015
Edit 2: 06.02.2016