- Nawet ty Semello - powiedziała z wyrzutem patrząc na stojącą przed nią nastolatkę, której tęczówki niekontrolowanie zmieniły kolor na szary, a na policzki wypłynął szkarłatny rumieniec - Myślałam, że jesteś bardziej odpowiedzialna. Po Arianie, Justinie i Cameronie jeszcze bym się tego spodziewała, ale po tobie ?!
Ariana i Justin dyskretnie przybili sobie za plecami piątki, a na twarze przybrali miny mające wyrażać skruchę (co niezbyt im wychodziło). Cameron natomiast słysząc swoje imię podniósł powieki i mruknął tylko :
- Jeszcze pięć minut... - i z powrotem zasnął, wtulając się w coś fioletowego, leżącego obok niego na bordowej kanapie. Chwila... , czy to jest chochlik ?
Znajdowali się w Pokoju Żywiołów . W miejscu, gdzie wszyscy magowie spotykali się by poznawać nowe osoby, uczyć się oraz ... no cóż... pod nieobecność profesorów imprezować. Może opiszę go gdy był w stanie... ehem... używalności.
Było to największe pomieszczenie w Akademii Żywiołów. Sklepienie zwieńczone kolumnami sięgało chen wysoko, a w powietrzu można było ujrzeć ptaki, które często były ucieleśnieniami i zarazem pupilami magów ziemi. Na czterech ścianach pokoju, umieszczono flagi przedstawiające symbole żywiołów.
Po prawej czerwona od wejścia ze znakiem ognia, który widać było również na pochodniach umocowanych na drewnianych kolumnach oplecionych bluszczem, które wyrastały z ziemi. Po lewej natomiast błękitna z symbolem żywiołu wody. Z tej ściany wytryskiwały dwa źródełka, które łącząc się tworzyły głęboką rzekę z różnymi gatunkami zwierząt morskich, które co jakiś czas wyskakiwały w powietrze bawiąc się z magami wody. Rzeka płynęła wokół całego pomieszczenia, otaczając je niczym fosa. Ściana, na której osadzone były drzwi wejściowe wraz z szerokim drewnianym pomostem, pozwalającym na dostanie się do pokoju, okryta została proporcem z symbolem ziemi. Po ścianie pięły się różnego rodzaju rośliny, sięgające, aż po sufit i zwisające z pomostu. Natomiast naprzeciwko wejścia umieszczono flagę, żywiołu powietrza.
Zapytacie pewnie : czemu w centralnym miejscu jest proporzec tego żywiołu ? Jest to długa historia, więc nie będę jej tu przytaczać... No dobrze nie błagajcie !!! Już wyjaśniam, ale ostrzegam, że muszę zacząć od początku.
Dawno, dawno temu - dokładniej w X wieku, żyło dwóch potężnych czarodziei : Godryk Gryffindor oraz Salazar Slytherin. Każdy ogarnięty człowiek... chociaż nie... KAŻDY człowiek znał ich nazwiska. Rozpoznawalni byli nawet wśród mugoli, gdzie budzili respekt samą aurą władzy i potęgi jaką rozsiewali.
Trzeba przyznać, że nie łączyły ich zbyt serdeczne relacje. Zabiegali bowiem o najwyższą posadę w Radzie Ministrów - która odpowiadała dzisiejszemu Ministerstwu Magii. Po pewnym czasie stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Mianowicie zaprzyjaźnili się ze sobą.
Jak to się stało, że z wrogów stali się przyjaciółmi ? Tego nikt nie wie. Może połączył ich wspólny dar, gdyż obydwoje panowali nad żywiołami : Godryk nad ogniem, a Salazar nad powietrzem ? A może wspólne pragnienie władzy ?
W każdym razie po pewnym czasie poczuli, że czegoś im brakuje i chcą osiągnąć coś więcej niż wygodne miejsce za ławą Rady. Rozpoczęli, więc podróż po świecie trwającą trzy lata. W pamiętny, ostatni dzień wyprawy, gdy zastanawiali się nad zaniechaniem dalszych "poszukiwań szczęścia" poznali dwie kobiety, które poddanie się całkowicie wybiły z głowy dwóm czarodziejom.
Zapytacie : Jak się nazywają ? Otóż ich nazwiska na pewno znacie, bo kto by nie znał Roweny Ravenclaw - czarnowłosej piękności, przeszywającej wszystko na wylot swoim niebieskim spojrzeniem, oraz Helgi Huffleputh - pulchnej kobiety z brązowymi, kręconymi włosami oraz zielono-brązowymi oczami. Jednak z kart magicznej historii wymazano fakt, iż Rowena panowała nad żywiołem wody, natomiast Helga nad ziemią, a to ze względu na bezpieczeństwo Obdarzonych.
Całą czwórkę połączyła wspaniała przyjaźń, mimo iż poznali się w dosyć... eee...niesprzyjających warunkach (tę historię w tej chwili zostawimy w spokoju). Po pewnym czasie, nie wiadomo z czyjej inicjatywy, zdecydowali się na założenie szkoły dla młodych czarodziejów, gdzie chcieli kształcić i rozwijać ich talenty magiczne.
Każdy z Mistrzów (jak dzisiaj mówią na nich uczniowie Akademii Żywiołów oraz inni Obdarzeni ) cenił sobie jednak inną cechę charakteru. Dla Godryka najważniejsze było męstwo oraz odwaga. Salazar cenił sobie ludzi ambitnych i sprytnych. Ludzi inteligentnych i mądrych umiłowała Rowena, natomiast Helga lubiła przede wszystkim ludzi lojalnych, miłych oraz przyjacielskich.
Postanowili, więc że podzielą uczniów ze względu na charakter, który uosabiał ich z określonym żywiołem, a sami zostaną mentorami tych domów. Wszystko szło dobrze, aż do pewnego incydentu z udziałem czarodziei półkrwi mającego miejsce w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Został on później w jakiś sposób zatuszowany, aby przyszłe pokolenia nie zarzucały, że wszystkie "szlamy" muszą być zdrajcami. Krótko powiem tylko, że w wyniku ich ataku zmarło 47 uczniów czystej krwi, 5 czarodziei półkrwi i 3 mugolaków.
Salazar nie chciał tak tego zostawić i zażądał, by ze szkoły wyrzucono mugolaków oraz czarodziei półkrwi. Reszta współzałożycieli nie chciała się jednak na to zgodzić, z czego wywiązała się straszna kłótnia, między Salazarem, a ... Helgą (Kimi : wiem, że każdy myślał o Godryku :P). Helga była przeciwna jego "rasistowskiemu" podejściu do problemu. Slytherin nie mogąc znieść tego, że ma nauczać szlamy zrezygnował ze stanowiska tym samym opuszczając Hogwart. Gdy Salazar odszedł Rowena postanowiła przenieść Dormitorium podopiecznych Slytherin'a do lochów, a sama przeniosła się do najwyższej wieży, gdzie dzisiaj znajduje się Wieża krukonów.
Zapytacie pewnie co to ma jednak do rzeczy jeżeli chodzi o ten jeden gobelin (jeżeli pamiętacie, że to o nim była mowa)? Otóż gdy Salazar zniknął ze szkoły nikt później nie mógł odnaleźć jego potomków, ani tym bardziej samego Slytherin'a. Magia żywiołu powietrza została, więc przez wszystkich uznana za "wymarłą" i zapomnianą. Dopiero po wygranej Bitwie o Hogwart jego prawnukowie postanowili się ukazać, nie obawiając się już próby przeciągnięcia na "ciemną stronę". Mimo wszystko okazało się, że osób, które odziedziczyły po nim moc panowania nad powietrzem jest niewiele, gdyż moc ta jest "ulotna niczym wiatr".
Przejdźmy jednak do dalszego (jakże fascynującego) opowiadania o dawnym wystroju Pokoju Żywiołów. Po całym pomieszczeniu porozmieszczane były różnego koloru kanapy, na których leżały stosy poduszek. Obok nich stały drewniane stoliczki zawalone przyborami Obdarzonych ich torbami oraz pracami domowymi. Na samym środku pomieszczenia umieszczono cztery ogromne, kamienne posągi, przedstawiające kolejno : borsuka, lwa, węża oraz orła. Każdy z nich poruszał się co jakiś czas, rozglądając się w po sali, jakby poszukując czegoś lub kogoś.
Teraz przejdźmy do teraźniejszości. Profesor Goldstein rozglądała się po pomieszczeniu dalej nie dowierzając talentowi jej podopiecznych do rozwalania wszystkiego (no cóż... taki ich urok).
Na drewnianych kolumnach widać było jeszcze ślady po kolorowej farbie, a w co nie których miejscach, namalowano graffiti, w których dyrektorka od razu rozpoznała rękę Ariany. Spojrzała na nią surowo, na co dziewczyna uśmiechnęła się promiennie najwyraźniej dumna ze swoich prac. Jej rysunki zdobiły niejedną ścianę akademii, rozśmieszając niejednego nauczyciela.
Posągi dorysowane miały za to wąsy oraz brody, a na niektórych wisiały szaliki oraz kolorowe serpentyny. Zamiast krystalicznie czystej wody, w rzece płynęła fioletowa ciecz, która swoją konsystencją przypominała galaretę co mogło przeszkadzać pływającym w niej rybom.
Flagi żywiołów wisiały w strzępach, a bluszcz, który pokrywał całą salę, zmienił kolor z zielonego na niebieski. Po ziemi walały się puste butelki po różnych napojach oraz puste opakowania po chipsach, ciastkach i innych przekąskach.
Na kanapach jak i podłodze leżeli uczniowie, którzy nie dali rady o własnych siłach wrócić do dormitorium, a ich koledzy niebyli na tyle lojalni by ich uratować. Na mostku prowadzącym do wyjścia stały stoły z pustymi już dzbankami i misami.
Profesor Goldstein zmierzyła wzrokiem swoich podopiecznych. Na posągu lwa siedział Diego wraz z Astrid zaśmiewając się z czegoś pod nosem. Obok nich przy posagu orła, siedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Silver, która bawiła się z białym gołębiem latającym wokół jej głowy.
Przy kamiennym murku, porośniętym mchem, który odgradzał ludzi od rzeczki siedziała Semellą, która opierając się o kamienie, wyczarowywała kolorowe motyle, otaczające wielkim kołem brązowego niedźwiadka próbującego pochwycić je w łapy.
Goldstein zmierzyła niedźwiadka surowym wzrokiem na co on zaprzestał zabawy i spojrzał na nią pytająco.
- Leon... To nie czas na zabawę - stwierdziła chłodno i powróciła wzrokiem do Camerona i leżącego obok niego chochlika.
- Proszę powiedzcie, że to jest jedyny jakiego sprowadziliście - powiedziała zmęczonym głosem spoglądając ukradkiem na Arianę, która przysypiała opierając się o ramię Justina.
- Pani dyrektor my to posprzątamy w dziesięć minut - parsknął śmiechem i delikatnie potrząsnął przyjaciółką.
- Księżniczko, nie czas na spanie - powiedział słodkim głosikiem, na co Ariana spojrzała na niego badawczo.
- To Ty tutaj jesteś największą księżniczką - odburknęła - Mogę Ci wyczarować konika żebyś nie płakał, że Cię nóżki bolą.
Chłopak poczochrał ją po włosach i parsknął śmiechem.
- Chyba obejdzie się bez - stwierdził.
Dziewczyna spojrzała na niego morderczym wzrokiem i poprawiła włosy, mrucząc pod nosem coś o włosach meduzy.
Goldstein westchnęła i spojrzała błagalnie na Arianę.
- Moja droga... Nie wiem czy zapomniałaś, ale mamy dzisiaj wizytację z Akademii Lodu z Grenlandii. Mają przybyć Ci z piątego stopnia, bo u nich nie mają profesorów, którzy mogliby ich nauczyć czegoś więcej. Wizytacja przybędzie za dziesięć minut! Przyszłam się upewnić, że wszystko jest w porządku, ale widzę, że jest wręcz odwrotnie! - powiedziała dyrektorka załamując ręce.
Ariana podniosła głowę na jej słowa i podbiegła salutując.
- Proszę niech pani nam wybaczy. My już wszystko ogarniemy, niech pani się nie martwi- zaśmiała się.
Spojrzała w stronę swoich przyjaciół i krzyknęła:
- Ludzie do roboty!
Wszyscy ucichli i dało się tylko słyszeć chrapanie Camerona. Dziewczyna westchnęła i podniosła jedną rękę tak, że wypłynęła z niej woda i unosiła się nad nią. Zmarszczyła lekko brwi i wykonała ręką taki ruch jakby nią rzucała w stronę chłopaka co ciecz wykonała chętnie trafiając prosto w twarz chłopaka, który zaraz podskoczył z miejsca cały mokry.
Spojrzał na dziewczynę morderczym wzrokiem i podniósł ręce, z których wypłynęła woda i utworzyła nad nim ogromną kulę. Na jego ustach pojawił się wredny uśmiech.
- Nie bądź dziecinny - westchnęła Ariana - Mamy dziesięć minut do przyjazdu gości.
Na twarzy Camerona dało się zauważyć grymas, ale opuścił ręce, a woda jakby wyparowała lub rozpłynęła się w powietrzu.
- No to zabierajmy się za robotę, bo chcę Ci skopać ten seksowny tyłek - mrugnął do niej i zaśmiał się.
Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem co wywołało jeszcze większy uśmiech na twarzy chłopaka.
Goldstein uśmiechnęła się pod nosem i odchrząknęła.
- Liczę na was nie zawiedźcie mnie - i wyszła z pomieszczenia.
- No to dajemy! - krzyknęła Ariana i zrzuciła czarną skórzaną kurtkę.
Odetchnęła głęboko i z jej pleców wyłoniły się czarne, przypominające anielskie skrzydła. Uśmiechnęła się ukazując śnieżnobiałe zęby i pogładziła pióra.
- Dawaj Justin ! Może pobije swój rekord. Cameron możesz kimać dalej. Ja chcę się zabawić.
Spojrzała w stronę Justina i kiwnęła głową. Uśmiechnął się i spojrzał na zegarek.
- Uwaga... Czas... Start ! - krzyknął.
Rozprostowała skrzydła i zamachnęła się nimi mocno podrywając się z ziemi.
Uniosła się do sufitu i przymknęła oczy, unosząc ręce. Nakreśliła rękami kilka wzorów i szepnęła:
- Powietrze.
Wokół niej wzbił się wir powietrza, który po chwili zmienił kierunek i uderzył we wszystkie śmieci, unosząc je i przenosząc do kosza. Dziewczyna opuściła ręce i spojrzała w kierunku rzeki galaretki. Dalej unosząc się w powietrzu sięgnęła do kieszeni swoich przetartych jeansów i wyciągnęła małą fiolkę z czerwoną cieczą. Podfrunęła do rzeki i przechyliła fiolkę tak, że wyleciała z niej jedna kropla płynu i wpadła do rzeki. Rzeka zabulgotała i nagle galaretka zaczęła się rozpuszczać pozostawiając po sobie jedynie piękny zapach oraz krystalicznie czystą wodę.
Uśmiechnęła się do siebie i zamachnęła się skrzydłami wznosząc się jeszcze wyżej by dosięgnąć bluszczu, który pod jej dotykiem znów zamienił swój kolor na zielony.
- Woda - szepnęła i uniosła powoli ręce a rzeka powstała niczym ogromna fala i uderzyła w podłogę i ściany sali omijając jedynie uczniów.
- No to graffiti i posągi załatwione - uśmiechnęła się do siebie i spojrzała w stronę flag.
Wyciągnęła przed siebie ręce i powiedziała:
- Reparo - na co wszystkie flagi zaczęły się same naprawiać.
Sfrunęła z gracją na ziemię i uśmiechnęła się jeszcze raz patrząc na efekty.
- Czas... Stop! - krzyknął Justin - Jestem pod wrażeniem. Minuta - zaśmiał się i spojrzał z uznaniem na przyjaciółkę.
- Tylko się nie załamuj. Może kiedyś dacie radę mnie pobić... No dobra wiem, że nie dacie - zaśmiała się i dała Justinowi kuksańca w bok.
Chłopak złapał się za bolące miejsce z grymasem bólu.
- Umieram! - krzyknął i upadł zwijając się na ziemi.
Dziewczyna zaśmiała się i kopnęła go w tyłek.
- Ej! - krzyknął oburzony i poderwał się z ziemi - leżących się nie bije!
- Leżących się dobija - powiedziała Ariana i mrugnęła do niego.
- Teraz wymasuj - powiedział płaczliwym tonem na co dziewczyna kopnęła go jeszcze raz.
- Pomarz sobie.
Chłopak tupnął nogą w ziemię i założył ręce na piersi. Wyglądało to komicznie. Wysoki na 1,80 metra chłopak, stojący z naburmuszoną miną i tupiący jak dziecko, które nie dostało lizaka.
- Okej trzeba ogarnąć jeszcze co zrobić z tymi ludźmi - burknął Cameron, który wraz z resztą podszedł do Justina w czasie gdy Ariana sprzątała.
Leon odchrząknął i popatrzał na Silver.
- Silvuś... Ty jesteś najlepsza w odkacowywaniu - uśmiechnął się przymilnie na co dziewczynka zaśmiała się.
- Okej... Pomogę wam, ale stawiacie mi motyle w czekoladzie albo nici z naszej umowy, bo ostatnio się z niej nie wywiązaliście - spojrzała na nich z naburmuszoną miną naśladującą Justina i dla efektu tupnęła nogą w ziemię.
- Kto ją tego nauczył - jęknął chłopak, a wszyscy spojrzeli na niego wymownie i równocześnie się zaśmiali.
Nie wiedzieli jednak, że koniec wakacji, który zbliżał się do nich wielkimi krokami wprowadzi w ich życiu wiele zmian.
Pierwszy raz pójdą do Szkoły Magii i Czarodziejstwa... Do Hogwartu.
Uwaga, uwaga.... Oto powróciłam !!! Tak ja dalej żyje dla tych, którzy nie wiedzą!
Przepraszam za tak długą przerwę, ale straciłam całą wenę jednak powracam !!!
Chciałam serdecznie podziękować Biance, bo to ona mnie zmotywowała do powrócenia do tego opowiadania ! Dziękuje Ci jesteś wspaniała <3
To tak.... Tam tam tam... Kimi wróciła !!! Strzeżcie się !!!
Przepraszam jeszcze raz za te niespełnione obietnice, ale wolałam nic nie dodawać niż dodawać coś co w ogóle by mi się nie podobało. Jednak już jestem!
To do następnego rozdziału ^^
~Kimi
P.S. I przypominam o poczcie do bohaterów !!!
Flagi żywiołów wisiały w strzępach, a bluszcz, który pokrywał całą salę, zmienił kolor z zielonego na niebieski. Po ziemi walały się puste butelki po różnych napojach oraz puste opakowania po chipsach, ciastkach i innych przekąskach.
Na kanapach jak i podłodze leżeli uczniowie, którzy nie dali rady o własnych siłach wrócić do dormitorium, a ich koledzy niebyli na tyle lojalni by ich uratować. Na mostku prowadzącym do wyjścia stały stoły z pustymi już dzbankami i misami.
Profesor Goldstein zmierzyła wzrokiem swoich podopiecznych. Na posągu lwa siedział Diego wraz z Astrid zaśmiewając się z czegoś pod nosem. Obok nich przy posagu orła, siedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Silver, która bawiła się z białym gołębiem latającym wokół jej głowy.
Przy kamiennym murku, porośniętym mchem, który odgradzał ludzi od rzeczki siedziała Semellą, która opierając się o kamienie, wyczarowywała kolorowe motyle, otaczające wielkim kołem brązowego niedźwiadka próbującego pochwycić je w łapy.
Goldstein zmierzyła niedźwiadka surowym wzrokiem na co on zaprzestał zabawy i spojrzał na nią pytająco.
- Leon... To nie czas na zabawę - stwierdziła chłodno i powróciła wzrokiem do Camerona i leżącego obok niego chochlika.
- Proszę powiedzcie, że to jest jedyny jakiego sprowadziliście - powiedziała zmęczonym głosem spoglądając ukradkiem na Arianę, która przysypiała opierając się o ramię Justina.
- Pani dyrektor my to posprzątamy w dziesięć minut - parsknął śmiechem i delikatnie potrząsnął przyjaciółką.
- Księżniczko, nie czas na spanie - powiedział słodkim głosikiem, na co Ariana spojrzała na niego badawczo.
- To Ty tutaj jesteś największą księżniczką - odburknęła - Mogę Ci wyczarować konika żebyś nie płakał, że Cię nóżki bolą.
Chłopak poczochrał ją po włosach i parsknął śmiechem.
- Chyba obejdzie się bez - stwierdził.
Dziewczyna spojrzała na niego morderczym wzrokiem i poprawiła włosy, mrucząc pod nosem coś o włosach meduzy.
Goldstein westchnęła i spojrzała błagalnie na Arianę.
- Moja droga... Nie wiem czy zapomniałaś, ale mamy dzisiaj wizytację z Akademii Lodu z Grenlandii. Mają przybyć Ci z piątego stopnia, bo u nich nie mają profesorów, którzy mogliby ich nauczyć czegoś więcej. Wizytacja przybędzie za dziesięć minut! Przyszłam się upewnić, że wszystko jest w porządku, ale widzę, że jest wręcz odwrotnie! - powiedziała dyrektorka załamując ręce.
Ariana podniosła głowę na jej słowa i podbiegła salutując.
- Proszę niech pani nam wybaczy. My już wszystko ogarniemy, niech pani się nie martwi- zaśmiała się.
Spojrzała w stronę swoich przyjaciół i krzyknęła:
- Ludzie do roboty!
Wszyscy ucichli i dało się tylko słyszeć chrapanie Camerona. Dziewczyna westchnęła i podniosła jedną rękę tak, że wypłynęła z niej woda i unosiła się nad nią. Zmarszczyła lekko brwi i wykonała ręką taki ruch jakby nią rzucała w stronę chłopaka co ciecz wykonała chętnie trafiając prosto w twarz chłopaka, który zaraz podskoczył z miejsca cały mokry.
Spojrzał na dziewczynę morderczym wzrokiem i podniósł ręce, z których wypłynęła woda i utworzyła nad nim ogromną kulę. Na jego ustach pojawił się wredny uśmiech.
- Nie bądź dziecinny - westchnęła Ariana - Mamy dziesięć minut do przyjazdu gości.
Na twarzy Camerona dało się zauważyć grymas, ale opuścił ręce, a woda jakby wyparowała lub rozpłynęła się w powietrzu.
- No to zabierajmy się za robotę, bo chcę Ci skopać ten seksowny tyłek - mrugnął do niej i zaśmiał się.
Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem co wywołało jeszcze większy uśmiech na twarzy chłopaka.
Goldstein uśmiechnęła się pod nosem i odchrząknęła.
- Liczę na was nie zawiedźcie mnie - i wyszła z pomieszczenia.
- No to dajemy! - krzyknęła Ariana i zrzuciła czarną skórzaną kurtkę.
Odetchnęła głęboko i z jej pleców wyłoniły się czarne, przypominające anielskie skrzydła. Uśmiechnęła się ukazując śnieżnobiałe zęby i pogładziła pióra.
- Dawaj Justin ! Może pobije swój rekord. Cameron możesz kimać dalej. Ja chcę się zabawić.
Spojrzała w stronę Justina i kiwnęła głową. Uśmiechnął się i spojrzał na zegarek.
- Uwaga... Czas... Start ! - krzyknął.
Rozprostowała skrzydła i zamachnęła się nimi mocno podrywając się z ziemi.
Uniosła się do sufitu i przymknęła oczy, unosząc ręce. Nakreśliła rękami kilka wzorów i szepnęła:
- Powietrze.
Wokół niej wzbił się wir powietrza, który po chwili zmienił kierunek i uderzył we wszystkie śmieci, unosząc je i przenosząc do kosza. Dziewczyna opuściła ręce i spojrzała w kierunku rzeki galaretki. Dalej unosząc się w powietrzu sięgnęła do kieszeni swoich przetartych jeansów i wyciągnęła małą fiolkę z czerwoną cieczą. Podfrunęła do rzeki i przechyliła fiolkę tak, że wyleciała z niej jedna kropla płynu i wpadła do rzeki. Rzeka zabulgotała i nagle galaretka zaczęła się rozpuszczać pozostawiając po sobie jedynie piękny zapach oraz krystalicznie czystą wodę.
Uśmiechnęła się do siebie i zamachnęła się skrzydłami wznosząc się jeszcze wyżej by dosięgnąć bluszczu, który pod jej dotykiem znów zamienił swój kolor na zielony.
- Woda - szepnęła i uniosła powoli ręce a rzeka powstała niczym ogromna fala i uderzyła w podłogę i ściany sali omijając jedynie uczniów.
- No to graffiti i posągi załatwione - uśmiechnęła się do siebie i spojrzała w stronę flag.
Wyciągnęła przed siebie ręce i powiedziała:
- Reparo - na co wszystkie flagi zaczęły się same naprawiać.
Sfrunęła z gracją na ziemię i uśmiechnęła się jeszcze raz patrząc na efekty.
- Czas... Stop! - krzyknął Justin - Jestem pod wrażeniem. Minuta - zaśmiał się i spojrzał z uznaniem na przyjaciółkę.
- Tylko się nie załamuj. Może kiedyś dacie radę mnie pobić... No dobra wiem, że nie dacie - zaśmiała się i dała Justinowi kuksańca w bok.
Chłopak złapał się za bolące miejsce z grymasem bólu.
- Umieram! - krzyknął i upadł zwijając się na ziemi.
Dziewczyna zaśmiała się i kopnęła go w tyłek.
- Ej! - krzyknął oburzony i poderwał się z ziemi - leżących się nie bije!
- Leżących się dobija - powiedziała Ariana i mrugnęła do niego.
- Teraz wymasuj - powiedział płaczliwym tonem na co dziewczyna kopnęła go jeszcze raz.
- Pomarz sobie.
Chłopak tupnął nogą w ziemię i założył ręce na piersi. Wyglądało to komicznie. Wysoki na 1,80 metra chłopak, stojący z naburmuszoną miną i tupiący jak dziecko, które nie dostało lizaka.
- Okej trzeba ogarnąć jeszcze co zrobić z tymi ludźmi - burknął Cameron, który wraz z resztą podszedł do Justina w czasie gdy Ariana sprzątała.
Leon odchrząknął i popatrzał na Silver.
- Silvuś... Ty jesteś najlepsza w odkacowywaniu - uśmiechnął się przymilnie na co dziewczynka zaśmiała się.
- Okej... Pomogę wam, ale stawiacie mi motyle w czekoladzie albo nici z naszej umowy, bo ostatnio się z niej nie wywiązaliście - spojrzała na nich z naburmuszoną miną naśladującą Justina i dla efektu tupnęła nogą w ziemię.
- Kto ją tego nauczył - jęknął chłopak, a wszyscy spojrzeli na niego wymownie i równocześnie się zaśmiali.
Nie wiedzieli jednak, że koniec wakacji, który zbliżał się do nich wielkimi krokami wprowadzi w ich życiu wiele zmian.
Pierwszy raz pójdą do Szkoły Magii i Czarodziejstwa... Do Hogwartu.
Uwaga, uwaga.... Oto powróciłam !!! Tak ja dalej żyje dla tych, którzy nie wiedzą!
Przepraszam za tak długą przerwę, ale straciłam całą wenę jednak powracam !!!
Chciałam serdecznie podziękować Biance, bo to ona mnie zmotywowała do powrócenia do tego opowiadania ! Dziękuje Ci jesteś wspaniała <3
To tak.... Tam tam tam... Kimi wróciła !!! Strzeżcie się !!!
Przepraszam jeszcze raz za te niespełnione obietnice, ale wolałam nic nie dodawać niż dodawać coś co w ogóle by mi się nie podobało. Jednak już jestem!
To do następnego rozdziału ^^
~Kimi
P.S. I przypominam o poczcie do bohaterów !!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz