Spojrzałam nad siebie i ujrzałam srebrne oczy patrzące na mnie z troską.
- Nic Ci nie jest? - zapytał chłopak dalej trzymając mnie w talii.
Oderwałam wzrok od tych hipnotyzujących oczu i chrząknęłam wyswobadzając się z jego ramion.
-Nic, dziękuje - szepnęłam i poprawiłam kaptur na głowie, zasłaniając twarz. A jeśli mnie zobaczył...?
-Uratowałem Cię, więc mogłabyś chociaż pokazać swoją twarz - zaśmiał się, a ja odetchnęłam w duchu.
-Scorpius !- usłyszałam męski głos dochodzący zza pleców chłopaka, na co on odwrócił się odrywając ode mnie wzrok.
-Caecorpus...- szepnęłam, a moje ciało zniknęło. Poczułam pieczenie na przegubie prawej ręki, jednak nie przejmując się tym stałam nieruchomo patrząc na chłopaka, który mnie uratował.
Odwrócił się z powrotem w moją stronę, lecz jego wzrok prześlizgiwał się z boku na bok. Nie widział mnie. Rozejrzał się ze zdziwieniem. Teraz miałam czas mu się przyjrzeć.
Był wysokim dobrze zbudowanym chłopakiem na oko w wieku 16 lat. Posiadał bardzo jasne włosy, a jego spojrzenie.. Cóż mogło mu zapewnić wiele wielbicielek.
Oderwałam od niego wzrok i potarłam przegub ręki. Wycofałam się szybko i nie odwracając się już za chłopakiem przeszłam przez Aule. Kucnęłam na chwilę w tłumie i szepnęłam : Reditum.
Spojrzałam na swoje ręce, które powoli zaczęły się pojawiać. Wstałam, poprawiając kaptur i ruszyłam w stronę kominków, z których cały czas wyskakiwali czarodzieje. Podniosłam lekko rękaw kurtki i obejrzałam prawy przegub. Na wierzchu pojawiła się runa niewidzialności, z której wolno wypływała krew. Zaklęłam i zasłoniłam rękę. Włożyłam ręce do kieszeni i podążyłam za prądem czarodziejów, zmierzających do wyjścia. Nie odwracając się za siebie wskoczyłam do jednego z kominków, a moje ciało pochłonął ogień.
Scorpius POV
Myśl Scorp... Myśl... Gdzie o tej godzinie może być Twój ojciec?
Biuro? Odpada, przecież przed chwilą tam sprawdzałem. Umawialiśmy się w Auli... Szkoda, że to najbardziej zatłoczone pomieszczenie w Ministerstwie.
Biuro? Odpada, przecież przed chwilą tam sprawdzałem. Umawialiśmy się w Auli... Szkoda, że to najbardziej zatłoczone pomieszczenie w Ministerstwie.
Parłem przez tłum niczym lodołamacz zmierzając w kierunku szklanego posągu. Spojrzałem na postacie na nim przedstawione. Jedną z nich był mój ojciec. Draco Malfoy. Dużo osób nie zgadzało się z decyzją ministerstwa by umieścić tam mojego tatę, Jednak po Bitwie o Hogwart zmienił się nie do poznania. Pomagał innym. Starał się pokazać jak bardzo innym człowiekiem się stał. Pomimo tego plotki nie ucichły, a między nim, a słynnym Harrym Potterem pozostała nić wrogości.
Moje myśli przerwał nagły ból w ramieniu. Zmysł pałkarza nie zawiódł mnie. Obróciłem się szybko i zwinnie złapałem w talii tą osobę, którą od ziemi dzieliło już tylko kilkanaście centymetrów.
Jej twarz zasłaniał kaptur, który teraz lekko się zsunął ukazując pasma długich brązowych włosów. W cieniu, który tworzył kaptur dojrzałem dziewczęce oczy, które przypatrywały mi się ze zdumieniem. Kolorem przypominały gorącą czekoladę, w której mógłbym utonąć.
- Nic się nie stało? - zapytałem delikatnie.
Dziewczyna chrząknęła i odsunęła się szybko.
- Nic, dziękuje - szepnęła i poprawiła kaptur, chowając pasma brązowych włosów.
-Uratowałem Cię, więc mogłabyś chociaż pokazać swoją twarz - zaśmiałem się i zrobiłem lekki krok naprzód.
- Scorpius ! - usłyszałem znajomy głos nad swoim ramieniem i odwróciłem się machinalnie. Zauważyłem w tłumie mojego ojca, któremu pomachałem aby podszedł do nas.
Odwróciłem głowę chcąc powiedzieć coś jeszcze, lecz w miejscu gdzie przed chwilą stała dziewczyna, nikogo już nie było. Spojrzałem ponad tłumem szukając czarnej skórzanej bluzy jednak nie dostrzegłem jej.
Wzruszyłem ramionami i odwróciłem się z uśmiechem do ojca.
- Możemy lecieć na Pokątną.
Ariana POV
- No mówię Ci że nic mi nie jest - jęknęłam, gdy Justin po raz tysięczny sprawdzał czy odniosłam jakieś obrażenia.
Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem, który zignorowałam prychając i zeskakując z posągu. Staliśmy po środku wielkiego parku naprzeciw wejścia do Ministerstwa Magii w świecie mugoli. Poprawiłam kurtkę i zamknęłam na chwilę oczy. Wyobraziłam sobie jak wysyłam niebiesko-fioletowy sygnał z głowy, który przebiega do czubka głowy i wnika w cebulki włosów.
- Ariana ! Przestań - krzyknął Justin i złapał mnie za rękę, jednak ja nie przestawałam.
Po chwili spojrzałam na moje odbicie w marmurze posągu. Moje włosy wcześniej brązowe przecinały teraz niebiesko-fioletowe pasemka. Uśmiechnęłam się zadowolona z efektu.
-Powinniśmy iść do Goldstein... Nigdy nie pokazywały Ci się runy przy tak łatwych zaklęciach - szepnął zmartwiony, a ja prychnęłam całując go w policzek.
-Nie masz o co się martwić braciszku - powiedziałam i uśmiechnęłam się - po prostu nie mogłam się skupić, a musiałam wyjść z Ministerstwa.
- To ten chłopak - zaśmiał się, a na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi.
Prychnęłam i przypomniałam sobie srebrne oczy, patrzące na mnie z troską. Uśmiechnęłam się mimowolnie na co Justin szturchnął mnie poruszając znacząco brwiami. Uderzyłam go żartobliwie w ramię na co odpowiedział śmiechem.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam powolnym krokiem w stronę wąskiej uliczki pomiędzy blokiem mieszkalnym, a piekarnią. Spojrzałam za siebie i widząc podążającego za mną Justina uśmiechnęłam się.
Znaleźliśmy się w wypełnionej kubłami na śmieci ślepej uliczce, która kończyła się murem z cegieł, na którym namalowane było piękne graffiti przedstawiające odlatujące ptaki. Uśmiechnęłam się zadowolona widząc efekty mojej długo godzinnej pracy.
Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni różdżkę i stuknęłam w jednego z namalowanych ptaków szepcząc "ostende". Z różdżki wystrzeliły białe iskry, a ptak zamachał skrzydłami i przeleciał nad resztą klucza wzbudzając je do lotu.
Po chwili w miejscu, które ptaki odsłoniły cegły zaczęły się przesuwać i po chwili w murze ukazały się białe drzwi. Podeszłam do nich pewnym krokiem i nacisnęłam klamkę, która ustąpiła bez przeszkód. Przeszłam przez nie i znalazłam się na klatce schodowej, która jak wiedziałam krętą drogą prowadziła na dach. Uśmiechnęłam się do Justina, który właśnie zamknął za nami drzwi i ruszyłam biegiem w stronę schodów.
Przeskoczyłam przez parę z nich i obejrzałam się szybko za siebie. Justin stał dalej przy drzwiach z wrednym uśmiechem. Wyciągnął przed siebie ręce i krzyknął:
-Jesteś tego pewna?
Z jego rąk wydobył się wir powietrza, który przygniótł mnie do ściany jednak szybko podniosłam dłonie i stanowczym ruchem opuściłam ręce, a wiatr rozstąpił się.
-Justin ja chce iść na te zakupy! -krzyknęłam patrząc na niego z irytacją -Nie mam zamiaru znowu się z tobą ścigać aby znosić później twoje fochy, że znowu przegrałeś.
Chłopak parsknął jednak opuścił ręce i mrucząc coś pod nosem ruszył na dach.
Westchnęłam cicho i poszłam za nim. Już po chwili weszliśmy na dach skąd mieliśmy wspaniały widok na Londyn. Westchnęłam z zachwytem i spojrzałam z uśmiechem na Justina, który puścił mi oczko i zdjął czarną kurtkę rzucając ją na bok zostając w obcisłej koszulce opinającej jego mięśnie.
-Coś się ostatnio zapuściłeś braciszku - zaśmiałam się i spojrzałam wymownie na brzuch.
Było to oczywiste kłamstwo.
-A jak miewa się Twoja oponka? -odgryzł się i stanął do mnie tyłem.
Rozłożył szeroko ręce, syknął cicho i ukląkł na jedno kolano. Jego ramiona w przeciągu chwili pojaśniały, a ledwo widoczne wcześniej białe znaki teraz wyostrzały się. Już po paru sekundach, zarówno na jego rękach jak i plecach widniały białe tatuaże przedstawiające skrzydła.
Moje myśli przerwał nagły ból w ramieniu. Zmysł pałkarza nie zawiódł mnie. Obróciłem się szybko i zwinnie złapałem w talii tą osobę, którą od ziemi dzieliło już tylko kilkanaście centymetrów.
Jej twarz zasłaniał kaptur, który teraz lekko się zsunął ukazując pasma długich brązowych włosów. W cieniu, który tworzył kaptur dojrzałem dziewczęce oczy, które przypatrywały mi się ze zdumieniem. Kolorem przypominały gorącą czekoladę, w której mógłbym utonąć.
- Nic się nie stało? - zapytałem delikatnie.
Dziewczyna chrząknęła i odsunęła się szybko.
- Nic, dziękuje - szepnęła i poprawiła kaptur, chowając pasma brązowych włosów.
-Uratowałem Cię, więc mogłabyś chociaż pokazać swoją twarz - zaśmiałem się i zrobiłem lekki krok naprzód.
- Scorpius ! - usłyszałem znajomy głos nad swoim ramieniem i odwróciłem się machinalnie. Zauważyłem w tłumie mojego ojca, któremu pomachałem aby podszedł do nas.
Odwróciłem głowę chcąc powiedzieć coś jeszcze, lecz w miejscu gdzie przed chwilą stała dziewczyna, nikogo już nie było. Spojrzałem ponad tłumem szukając czarnej skórzanej bluzy jednak nie dostrzegłem jej.
Wzruszyłem ramionami i odwróciłem się z uśmiechem do ojca.
- Możemy lecieć na Pokątną.
Ariana POV
- No mówię Ci że nic mi nie jest - jęknęłam, gdy Justin po raz tysięczny sprawdzał czy odniosłam jakieś obrażenia.
Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem, który zignorowałam prychając i zeskakując z posągu. Staliśmy po środku wielkiego parku naprzeciw wejścia do Ministerstwa Magii w świecie mugoli. Poprawiłam kurtkę i zamknęłam na chwilę oczy. Wyobraziłam sobie jak wysyłam niebiesko-fioletowy sygnał z głowy, który przebiega do czubka głowy i wnika w cebulki włosów.
- Ariana ! Przestań - krzyknął Justin i złapał mnie za rękę, jednak ja nie przestawałam.
Po chwili spojrzałam na moje odbicie w marmurze posągu. Moje włosy wcześniej brązowe przecinały teraz niebiesko-fioletowe pasemka. Uśmiechnęłam się zadowolona z efektu.
-Powinniśmy iść do Goldstein... Nigdy nie pokazywały Ci się runy przy tak łatwych zaklęciach - szepnął zmartwiony, a ja prychnęłam całując go w policzek.
-Nie masz o co się martwić braciszku - powiedziałam i uśmiechnęłam się - po prostu nie mogłam się skupić, a musiałam wyjść z Ministerstwa.
- To ten chłopak - zaśmiał się, a na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi.
Prychnęłam i przypomniałam sobie srebrne oczy, patrzące na mnie z troską. Uśmiechnęłam się mimowolnie na co Justin szturchnął mnie poruszając znacząco brwiami. Uderzyłam go żartobliwie w ramię na co odpowiedział śmiechem.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam powolnym krokiem w stronę wąskiej uliczki pomiędzy blokiem mieszkalnym, a piekarnią. Spojrzałam za siebie i widząc podążającego za mną Justina uśmiechnęłam się.
Znaleźliśmy się w wypełnionej kubłami na śmieci ślepej uliczce, która kończyła się murem z cegieł, na którym namalowane było piękne graffiti przedstawiające odlatujące ptaki. Uśmiechnęłam się zadowolona widząc efekty mojej długo godzinnej pracy.
Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni różdżkę i stuknęłam w jednego z namalowanych ptaków szepcząc "ostende". Z różdżki wystrzeliły białe iskry, a ptak zamachał skrzydłami i przeleciał nad resztą klucza wzbudzając je do lotu.
Po chwili w miejscu, które ptaki odsłoniły cegły zaczęły się przesuwać i po chwili w murze ukazały się białe drzwi. Podeszłam do nich pewnym krokiem i nacisnęłam klamkę, która ustąpiła bez przeszkód. Przeszłam przez nie i znalazłam się na klatce schodowej, która jak wiedziałam krętą drogą prowadziła na dach. Uśmiechnęłam się do Justina, który właśnie zamknął za nami drzwi i ruszyłam biegiem w stronę schodów.
Przeskoczyłam przez parę z nich i obejrzałam się szybko za siebie. Justin stał dalej przy drzwiach z wrednym uśmiechem. Wyciągnął przed siebie ręce i krzyknął:
-Jesteś tego pewna?
Z jego rąk wydobył się wir powietrza, który przygniótł mnie do ściany jednak szybko podniosłam dłonie i stanowczym ruchem opuściłam ręce, a wiatr rozstąpił się.
-Justin ja chce iść na te zakupy! -krzyknęłam patrząc na niego z irytacją -Nie mam zamiaru znowu się z tobą ścigać aby znosić później twoje fochy, że znowu przegrałeś.
Chłopak parsknął jednak opuścił ręce i mrucząc coś pod nosem ruszył na dach.
Westchnęłam cicho i poszłam za nim. Już po chwili weszliśmy na dach skąd mieliśmy wspaniały widok na Londyn. Westchnęłam z zachwytem i spojrzałam z uśmiechem na Justina, który puścił mi oczko i zdjął czarną kurtkę rzucając ją na bok zostając w obcisłej koszulce opinającej jego mięśnie.
-Coś się ostatnio zapuściłeś braciszku - zaśmiałam się i spojrzałam wymownie na brzuch.
Było to oczywiste kłamstwo.
-A jak miewa się Twoja oponka? -odgryzł się i stanął do mnie tyłem.
Rozłożył szeroko ręce, syknął cicho i ukląkł na jedno kolano. Jego ramiona w przeciągu chwili pojaśniały, a ledwo widoczne wcześniej białe znaki teraz wyostrzały się. Już po paru sekundach, zarówno na jego rękach jak i plecach widniały białe tatuaże przedstawiające skrzydła.
Z każdą chwilą stawały się one coraz bardziej realistyczne.
Justin wziął głęboki oddech i zaczął powoli wypuszczać powietrze. Na ten ruch tatuaże zaczęły poruszać się po jego skórze, przesuwając się w stronę pleców niczym zasysany dym. Skłębione w jednym miejscu spowolniły na chwilę, tak by po chwili zacząć przebijać skórę chłopaka.
Uwielbiałam oglądać uwalnianie skrzydeł, które na dobrą sprawę wyglądało niczym przyspieczone rozwijanie się kwiatów.
Justin wziął głęboki oddech i zaczął powoli wypuszczać powietrze. Na ten ruch tatuaże zaczęły poruszać się po jego skórze, przesuwając się w stronę pleców niczym zasysany dym. Skłębione w jednym miejscu spowolniły na chwilę, tak by po chwili zacząć przebijać skórę chłopaka.
Uwielbiałam oglądać uwalnianie skrzydeł, które na dobrą sprawę wyglądało niczym przyspieczone rozwijanie się kwiatów.
- A na ciebie ile mam czekać? - usłyszałam głos i wzdrygnęłam się.
Gwizdnęłam cicho i zaklaskałam sarkastycznie na co Justin dygnął lekko.
- Nieźle nieźle - zaśmiałam się.
-Jak na to że niedawno dostałeś runę odblokowującą - dodałam z wrednym uśmiechem.
-Ej..-prychnął - przecież wiesz że dla mnie kontrolowanie toru lotów jest czarną magią. Każdy ma słabe strony.
Podniosłam lekko jedną brew i westchnęłam.
- Jak na przykład panowanie nad ziemią u Ciebie - powiedzieliśmy razem, ja naśladując jego głos. Po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra zbieramy się - uśmiechnęłam się i rozłożyłam szeroko ręce pozwalając moim skrzydłom rozwinąć się w pełni.
Hejka hejka !!!
Jestem już po egzaminach, tak więc rozdziały w miarę możliwości będą pojawiały się częściej.
Do przeczytania !
~Kimi
- Nieźle nieźle - zaśmiałam się.
-Jak na to że niedawno dostałeś runę odblokowującą - dodałam z wrednym uśmiechem.
-Ej..-prychnął - przecież wiesz że dla mnie kontrolowanie toru lotów jest czarną magią. Każdy ma słabe strony.
Podniosłam lekko jedną brew i westchnęłam.
- Jak na przykład panowanie nad ziemią u Ciebie - powiedzieliśmy razem, ja naśladując jego głos. Po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra zbieramy się - uśmiechnęłam się i rozłożyłam szeroko ręce pozwalając moim skrzydłom rozwinąć się w pełni.
Hejka hejka !!!
Jestem już po egzaminach, tak więc rozdziały w miarę możliwości będą pojawiały się częściej.
Do przeczytania !
~Kimi
Przepraszam, że nie skomentowałam ostatnich rozdziałów, ale egzaminy heh na pewno rozumiesz. Moja droga, muszę ci się pochwalić – uczyłam się. Naprawdę, miesiąc przed egzaminami odpuściłam sb blogosferę, pisanie, a nawet cxytanie (o cóż to była za mordęga, to jakby się pozbawić sensu życia), ale chyba na dobre mi to wyszło, bo dobrze mi poszły.
OdpowiedzUsuńNo ale już powróciłam!
Pamiętasz jak kiedyś zgadywałam, co za niesamowita postać pojawi się w kolejnych rozdziałach? No popatrz. ZGADŁAM. Ja, nieomylna Bianka, oczywiście widziałam, że będzie to Scorpius.
Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia? Fakt, że nie mogła się skupić i na jej ręce pojawiła się ta krwawiąca runa to najlepszy dowód na to, że to miiiiiiiłość!
Och, już nie mogę się doczekać, jak potoczą sie ich losy <3
Ale co z Cameronem...? :(
Jej, uwielbiam przekomarzanki Justina i Ariany <3
Trochę błędów, nieco powtórzeń, no i interpunkcja. Trochę ci tutaj powypisuje, ale kolejne postaraj się znaleźć sama, bo to beda tego samego typu bledy.
,, - Nic Ci nie jest? - zapytał chłopak dalej trzymając mnie w talii." – po pierwsze w dialogach dajemy pauzę (—) lub półpauzę (–), w żadnym wypadku nie pojawia się tu dywiz. Polecam artykuł na e-korekta, dużo się z niego nauczyłam. Po drugie zwroty takie jak ci, tobie, ciebie i tak dalej piszemy wielką literą jedynie w listach, w dialogach normalnie z małej. Po trzecie przecinek po chłopak, przed dalej. Oddzielamy od siebie zdania składowe - przed imiesłowami przysłówkowymi zawsze dajemy przecinek.
,,-Nic, dziękuje - szepnęłam i poprawiłam kaptur na głowie, zasłaniając twarz. A jeśli mnie zobaczył...?" – dziękuję, bo to pierwsza osoba l. poj. Plus po półpauzach czy tam pauzach, co tam będziesz dawała w dialogach dajemy spację.
Tutaj już na przykład dobrze dałaś przecinek przed imiesłowem :)
,,-Scorpius !- usłyszałam męski głos dochodzący zza pleców chłopaka, na co on odwrócił się odrywając ode mnie wzrok." - nie wiem skąd się wzięła spacja przed wykrzyknikiem, powinna być bo. To samo co wcześniej spacja po półpauzie. No i ten przecinek przed imiesłowem odrywając.
,,Był wysokim dobrze zbudowanym chłopakiem na oko w wieku 16 lat. Posiadał bardzo jasne włosy, a jednym spojrzeniem mógł zdobyć każdą dziewczynę." – 16 słownie. Kurcze, to ze zdobywaniem każdej dziewczyny... Nie wrzucałabym tak wszystkich do jednego worka, nie uogólniałabym tak. Można by to zamienić na coś w tym stylu ,,A jego spojrzenie zawróciłoby w głowie niejednej dziewczynie".
,, Oderwałam od niego wzrok i potarłam przegub ręki. Wycofałam się szybko i nie odwracając się już za chłopakiem przeszłam przez Aule" – aulę. ,,Wycofałam się szybko i, nie odwracając się już za chłopakiem, przeszłam przez Aulę."
UsuńZaraz potem przed dwukropkiem nie powinno być spacji.
,,Wstałam, poprawiając kaptur i ruszyłam w stronę kominków, z których cały czas wyskakiwali czarodzieje." Po kaptur przecinek, bo to wtrącenie (no i jest ten nieszczęsny imiesłów), a wtrącenia oddzielamy z kazdej strony przecinkami.
,,egub. Na wierzchu pojawiła się runa niewidzialności, z której wolno wypływała krew. Zaklęłam i zasłoniłam rękę. Włożyłam ręce do kieszeni i " – ręka, ręce – powtorzenie.
,, Dużo osób nie zgadzało się z tym aby umieścić tam mojego tatę, Jednak po Bitwie o Hogwart on zmienił się. " – przed aby przecinek, jednak z małej, bez on, niepotrzebny zaimek. W ogóle niekiedy masz nadmiar zaimków.
,,Starał się pokazać zmianę jaka w nim zaszła, Pomimo tego między nim, a słynnym Harrym Potterem pozostała nić wrogości." – przed jaka przecinek. Przed pomimo kropka, a nie przecinek. Przed a bez przecinka. Jeśli jest sytuacja ,,między B a C" nie dajemy tam przecinka.
,,Moje myśli przerwał nagły ból w ramieniu jakbym na kogoś wpadł." – po poerwsze przecinek przed jakbym, a po drugie to zdanie jakies takie niezgrabne. Raczej od potrącenia kogoś nie czuje się jakiegoś bólu... Spróbowałabym to jakoś przeredagować.
,,Obróciłem się szybko i zwinnie złapałem w talii tą osobę, którą od ziemi dzieliło już tylko kilkanaście centymetrów." – tę.
,, W cieniu, który tworzył kaptur dojrzałem dziewczęce oczy, które przypatrywały mi się ze zdumieniem." – przecinek po kaptur, bo to wtrącenie, poza tym powtórzenie słowa który.
,,Dziewczyna chrząknęła i odsunęła się szybko poprawiając kaptur.
- Nic, dziękuje - szepnęła i poprawiła jeszcze raz kaptur, chowając pasma brązowych włosów." – poprawiać x2, znowu to dziękuję.
,,Odwróciłem głowę chcąc powiedzieć coś jeszcze, lecz w miejscu gdzie przed chwilą stała dziewczyna zniknęła." – tu coś nie gra. Niepoprawnie złożone zdanie. ,,...w miejscu, gdzie przed chwilą stała dziewczyna, nie było nikogo."
,,Spojrzał na mnie morderczym głosem, który zignorowałam prychając i zeskakując z posągu." – nie można spojrzeć głosem xD pewnie miało być wzrokiem xD po zignorowałam przecinek.
,,Wyobraziłam sobie jak wysyłam niebiesko-fioletowy sygnał z głowy, który przebiega do czubka głowy i wnika w cebulki włosów." – powtórzenie głowy.
,,-Nie masz o co się martwić braciszku - powiedziałam i uśmiechnęłam się - po prostu nie mogłam się skupić, a musiałam wyjść z Ministerstwa." – przed braciszku przecinek, no tu mamy bezposredni zwrot do danej osoby.
,,Prychnęłam i przypomniałam sobie srebrne oczy, patrzące na mnie z troską. Uśmiechnęłam się mimowolnie na co Justin szturchnął mnie poruszając znacząco brwiami. Uderzyłam go w ramię na co zaśmiał się.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam powolnym krokiem w stronę wąskiej uliczki pomiędzy blokiem mieszkalnym, a piekarnią. Spojrzałam za siebie i widząc podążającego za mną Justina uśmiechnęłam się." – powtórzenie uśmiechać. I masz powtórzoną identyczną konstrukcje zdania – ,,coś tam coś tam na co coś tam coś tam". To zgrzyta.
Potem już raczej takie same typy błędów jak ci już wypisałam. Przejrzyj jeszcze cały rozdział pod kątem tych przecinków i tego wszystkiego, co zauważyłam!
Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tych uwag, ale dzięki temu będziesz się rozwijać!
Kocham ten rozdział <3 A i raczej wolałabym dłuższe rozdziały, bo widziałam tę ankietę i tam o to pytałaś!
Pozdrowionka,
Bianka! <3
Hejka :D
UsuńJa też idę zaraz po napisaniu czytać u ciebie!
Wiem, że niestety ale moje zwroty do osób to leże, ale mówiąc szczerze to trochę wina mojej babki od polaka...
Kazała nam zawsze pisać je z dużej litery, bo inaczej nie czujemy szacunku do tej osoby.
Chyba rzeczywiście czas nad tym popracować xD
Jasne, że nie mam Ci tego za złe!
Dziękuje za poprawę :D Będę musiała się ostro wziąć za moją interpunkcje, dopiero teraz to widzę :/
A tak odpowiadając na pytanie co do Camerona...
Chciałam właśnie zapytać czy lepiej jak rozdziały są pierwszoosobowe czy jednak trzecio, bo sama nie mogę się zdecydować.
Z tego co zauważyłam jak na razie tylko ty zostałaś z moich przeszłych czytelników, więc też nie mam kogo innego o to zapytać xD
W sumie w dużej mierze pisze dla siebie więc nie robi mi to jakiejś dużej różnicy ^^
Dziękuje jeszcze raz za poprawkę!
Idę teraz czytać do ciebie (znowu chciałam napisać z dużej ;.; to już taki odruch) bo dawno temu ci to obiecałam, a potem zajmę się poprawką.
Papatki <3
~Kimi
To zależy w sumie jak ci się łatwiej pisze. Ja na przykład wolę pisać w pierwszej osobie (mimo że bloga prowadzę w trzeciej XD nie wiem czemu). W pierwszej musisz pamiętać o tym, że masz bardzo ograniczony dostęp do informacji (tylko to co bohater wie) warto wtedy pracować nad stylem narracji, żeby odpowiadał charakterowi, stylowi mówienia bohatera, z którego punktu widzenia piszesz. Wydaje mi się to trudniejsze, duuużo trudniejsze, ale wyzwania są fajne. To rozwija. Więc w sumie mg być rozdziały pierwszoosobowe. To jest fajne. Podoba mi się.
UsuńGDZIE ROZDZIAŁ?
OdpowiedzUsuń